Skalowanie oznacza zatrudnianie
Dwa razy więcej zamówień wymaga dwa razy więcej rąk do tych samych czynności. Rośnie nie tylko koszt, ale i liczba miejsc, w których coś może wypaść.
Automatyzuję powtarzalne zadania tam, gdzie zwracają się w czasie, który da się policzyć. Nie każdy proces warto automatyzować i mówię wprost, kiedy nie warto.
Ręczna praca nie ma osobnej pozycji w księgach. Ma za to konkretną cenę.
Dwa razy więcej zamówień wymaga dwa razy więcej rąk do tych samych czynności. Rośnie nie tylko koszt, ale i liczba miejsc, w których coś może wypaść.
Każdy ręczny krok to potencjalne opóźnienie. Zlecenie leży, bo osoba odpowiedzialna jest na urlopie, na spotkaniu albo po prostu nie zauważyła maila.
Trzy osoby robią to samo na trzy sposoby. Efekt jest za każdym razem trochę inny, a przy reklamacji nikt nie wie, którą wersję zastosowano.
Przy setnym powtórzeniu tej samej czynności uwaga spada i to jest fizjologia, nie brak staranności. Kosztuje najczęściej w dokumentach i w kwotach.
CRM nie widzi magazynu, magazyn nie widzi księgowości. Spina to osoba, która ręcznie przenosi dane i jest jedynym miejscem, gdzie te systemy się spotykają.
Specjalista, który zna rynek i klientów, spędza pół dnia na kopiowaniu pozycji z maila do arkusza. Płacisz za wiedzę, dostajesz przepisywanie.
Automatyzacja bez policzonego zwrotu to hobby za Twoje pieniądze. Zaczynam od arytmetyki.
Ile razy w miesiącu, ile minut za każdym razem, ile kosztuje godzina osoby, która to robi. Jeśli liczby nie domykają się w rozsądnym czasie, mówię o tym zamiast wystawiać ofertę.
Prawdziwy proces ma wyjątki: zamówienie bez NIP-u, załącznik w formacie, którego nikt się nie spodziewał, klient, który odpowiada na trzytygodniowego maila. Automat, który przy takim wejściu cicho przestaje działać, jest gorszy niż ręczna robota, bo nikt nie zauważy.
Każda ścieżka błędu ma log z kontekstem, a człowiek dostaje sygnał. Automatyzacja, której nie da się zdiagnozować o trzeciej w nocy, jest niedokończona.
Jeśli odpowiedź da się wyliczyć z reguły albo odczytać z tabeli, nie pytam modelu językowego. Szybciej, taniej i za każdym razem tak samo.
Nie wielki projekt na kwartał, tylko kolejne kawałki wchodzące do użytku jeden po drugim. Po każdym widać, co się zmieniło w liczbach.
Cztery kroki. Pierwszy jest bezpłatny i często wystarcza, żeby wiedzieć, czy w ogóle jest o czym rozmawiać.
Rozmawiamy o jednym procesie: co się w nim dzieje, ile razy w miesiącu i gdzie ucieka czas. Jeśli nie ma tu czego automatyzować, powiem to na tej rozmowie.
Dostajesz proces opisany z zaznaczonymi miejscami strat, proponowany zakres, widełki kosztu i szacowany czas, razem z listą rzeczy, których nie warto ruszać.
Każdy etap kończy się czymś, co da się włączyć do pracy i ocenić w liczbach, zanim ruszy kolejny. Zamiast kwartału ciszy i jednego dużego uruchomienia.
Zespół uczy się na Waszych danych, dokumentacja i dostępy zostają po Waszej stronie. Jestem przy pierwszych nietypowych przypadkach, bo te pojawiają się po starcie, nie w dniu uruchomienia.
Rozpiętość jest duża, bo prosty obieg maila i integracja trzech systemów z regułami biznesowymi to zupełnie inna robota. Po obejrzeniu procesu dostajesz widełki i szacowany zwrot, a jeśli ten drugi nie wygląda dobrze, powiem to wprost.
Czasem tak, czasem nie. Przy dwóch osobach i dziesięciu zamówieniach miesięcznie zwykle nie, a wtedy tak mówię. Opłaca się tam, gdzie czynność się powtarza, kosztuje uwagę i rośnie razem z firmą.
Zmieni się na pewno. Buduję tak, żeby zmiana reguły była zmianą konfiguracji, a nie przepisywaniem od nowa, ale mówię też uczciwie, które zmiany będą kosztowne, zanim zaczniemy.
Gotowe narzędzia świetnie radzą sobie z prostym połączeniem A z B. Kończą się tam, gdzie zaczyna się realna logika biznesowa, obsługa wyjątków i odpowiedzialność za to, co się stanie przy nietypowym wejściu.
Dostępu do danych pilnuje sama baza danych, a nie ukryty przycisk w aplikacji, więc handlowiec technicznie nie odczyta cudzych klientów. Klucze i hasła do usług są poza kodem. Każda zmiana, zanim trafi na produkcję, przechodzi automatyczne sprawdzenia, w tym skan pod kątem wycieku sekretów. Kod i dane zostają po Waszej stronie.
Tak, i zwykle tak to wygląda: zaczynamy od jednego procesu, a kolejne dochodzą etapami. Kod jest w Waszym repozytorium razem z dokumentacją, więc rozbudowę może zrobić też ktoś inny niż ja.
Trzydzieści minut wystarczy, żeby powiedzieć, czy jest tu co automatyzować. Jeśli nie ma, usłyszysz to wprost, zanim powstanie jakakolwiek oferta.
Bez zobowiązań. Bez oferty, zanim zrozumiem proces.
Zobacz, co już zbudowałem →albo napisz na hello@kamiljan.com · LinkedIn