Nie wiadomo, która reklama przyniosła klienta
Lead przychodzi mailem albo telefonem i nikt nie zapisuje, skąd. Po miesiącu budżet reklamowy dzieli się według przeczucia, bo dane nie dają odpowiedzi.
Automatyzuję drogę od pierwszego kontaktu do podpisanej umowy: skąd przyszedł lead, kto i kiedy się do niego odzywa, skąd bierze się cena w ofercie i co dzieje się po podpisie. Handlowiec ma rozmawiać z klientem, a nie przepisywać dane między pocztą, arkuszem i CRM-em.
Transakcje rzadko przepadają przez produkt. Częściej przez to, co dzieje się między pierwszym kontaktem a podpisem.
Lead przychodzi mailem albo telefonem i nikt nie zapisuje, skąd. Po miesiącu budżet reklamowy dzieli się według przeczucia, bo dane nie dają odpowiedzi.
Spotkanie kończy się obietnicą, że wycena przyjdzie mailem, a wieczorem ktoś liczy ją w arkuszu. Cena powiedziana przy stole i cena w mailu nie zawsze są tą samą liczbą.
Przypomnienie wychodzi wtedy, gdy ktoś znajdzie chwilę. W pierwszym pracowitym tygodniu nikt jej nie znajduje, a lead, który w poniedziałek był ciepły, w piątek już nie jest.
Kupiona lista i narzędzie do wysyłki dają mnóstwo maili w jedno popołudnie. Odbite wiadomości i zgłoszenia spamu obciążają jednak tę samą domenę, z której firma wysyła oferty i faktury, a na małym rynku nie ma drugiej szansy.
Podpis elektroniczny, fakturowanie i CRM działają osobno i żadne z nich nie wie, co zrobiły pozostałe. Klient podpisał, faktura nie wyszła i nikt tego nie widzi, dopóki nie zabraknie wpłaty.
Kiedy wysłać fakturę zaliczkową, co obiecać w sprawie terminu, jak rozmawiać o zmianie zakresu. Ta wiedza siedzi w jednej głowie, a nowa osoba uczy się jej na błędach przy prawdziwych klientach.
Każdy mechanizm poniżej rozwiązuje jeden konkretny moment, w którym sprzedaż się rozjeżdża: od pierwszego kontaktu po podpis.
Źródło leada, czyli kampania i kraj, zapisuje się razem z samym zgłoszeniem w chwili, gdy przychodzi, więc pytanie „która reklama to przyniosła” ma odpowiedź w danych, a nie w czyjejś pamięci. Leady lądują w jednym panelu, a powiadomienie daje zespołowi znać, gdy transakcja potrzebuje człowieka.
Cały cennik siedzi w jednym miejscu, z którego czyta konfigurator, oferta, umowa i asystent AI. Rozmowa kończy się wyceną na ekranie zamiast obietnicą wysłania czegoś później, a cena nie rozjedzie się między rozmową a fakturą. Handlowiec może wycenić ofertę w aplikacji na własnym telefonie, czasem jeszcze przy kliencie.
Dane klienta i wybrany pakiet na wejściu, poprawna umowa na wyjściu: bez szablonu przerabianego ręcznie za każdym razem. Podpis elektroniczny i fakturowanie zgłaszają się automatycznie do jednego systemu, który pilnuje stanu transakcji, więc nie utknie ona po cichu jako podpisana, ale niezafakturowana.
Wysyłka trzyma się twardych limitów: ograniczona liczba maili na domenę odbiorcy w całej historii, ograniczona liczba nowych firm dziennie, tylko w godzinach pracy i z pominięciem dni świątecznych. Każdy przebieg zaczyna się od sprawdzenia odbitych wiadomości z ostatnich dni. Gdy klient odpisze, automat kończy pracę, a rozmowę przejmuje człowiek.
Każdy etap lejka sprzedażowego ma zapisane, co zrobić teraz i mniej więcej co powiedzieć klientowi, a każde przejście do kolejnego etapu zostawia ślad w historii. Przed ryzykownym skokiem, na przykład startem prac bez podpisanej umowy, system zatrzymuje się i prosi o potwierdzenie.
Zanim powstanie obraz, jest brief marki pobrany z działającej strony, profil klienta z obawami uszeregowanymi według wagi i decyzja, co ta grupa uzna za wiarygodne. Tekst zaczyna od problemu czytelnika, nie od oferty, a każdą kreację zatwierdza albo odrzuca człowiek.
Kilka typowych zastosowań w tym obszarze. Twój proces może wyglądać inaczej, dlatego zaczynam od rozmowy o nim.
Zapytania z formularza, maila i reklam trafiają do CRM razem z informacją, skąd przyszły. Nikt ich nie przepisuje.
Klient dostaje potwierdzenie i propozycję terminu od razu, także wieczorem i w weekend.
Cena liczona z cennika i marż, oferta w PDF gotowa do wysłania bez składania jej w arkuszu.
Po kilku dniach system sam przypomina się klientowi, a handlowiec widzi, kto odpowiedział.
Klient wybiera wolny termin z kalendarza handlowca zamiast wymieniać pięć maili.
Wyniki handlowców i źródła leadów liczone z danych, a nie z tabelek składanych w piątek.
Duplikaty wyłapywane po mailu i telefonie, brakujące dane uzupełniane przy wpisie.
Nowy lead, zaakceptowana oferta albo utknięta sprawa trafia do właściwej osoby, gdy się dzieje.
Umowa składa się z danych oferty i od razu idzie do podpisu elektronicznego. Podpisana wraca do systemu sama.
Po rozmowie z klientem AI przygotowuje podsumowanie i kolejne kroki, a handlowiec tylko je zatwierdza.
Cztery kroki. Pierwszy jest bezpłatny i często wystarcza, żeby wiedzieć, czy w ogóle jest o czym rozmawiać.
Rozmawiamy o jednym procesie: co się w nim dzieje, ile razy w miesiącu i gdzie ucieka czas. Jeśli nie ma tu czego automatyzować, powiem to na tej rozmowie.
Dostajesz proces opisany z zaznaczonymi miejscami strat, proponowany zakres, widełki kosztu i szacowany czas, razem z listą rzeczy, których nie warto ruszać.
Każdy etap kończy się czymś, co da się włączyć do pracy i ocenić w liczbach, zanim ruszy kolejny. Zamiast kwartału ciszy i jednego dużego uruchomienia.
Zespół uczy się na Waszych danych, dokumentacja i dostępy zostają po Waszej stronie. Jestem przy pierwszych nietypowych przypadkach, bo te pojawiają się po starcie, nie w dniu uruchomienia.
Zależy od tego, ile narzędzi trzeba spiąć i czy CRM już jest, czy dopiero ma powstać. Po obejrzeniu, jak dziś wygląda droga od leada do umowy, dostajesz widełki dla swojego przypadku. Pierwsza, 30-minutowa rozmowa jest bezpłatna.
Pierwszy kontakt i przypomnienia: tak, w granicach, które ustalimy. Rozmowę z człowiekiem: nie, automatyzacja kończy się w chwili, gdy ktoś odpisze. Wykrywanie odpowiedzi i blokada kolejnych wiadomości muszą działać od pierwszego dnia wysyłki, żeby firma, która odmówiła, nie dostawała kolejnych maili.
Zwykle nie. Jeśli CRM da się połączyć z innymi systemami, podpinam do niego formularze, ofertę, podpis i fakturowanie. Wymianę proponuję dopiero wtedy, gdy narzędzie realnie blokuje sprzedaż, i mówię o tym przed wyceną.
Pomoże, jeśli dostanie brief. Kreacja bez researchu marki i klienta wygląda sztucznie, dlatego research idzie przed promptem. Maile pisze się według spisanych reguł, a każda wiadomość przed wysyłką przechodzi kontrolę, bo model potrafi dopisać zdanie, którego nikt nie potwierdził. Danych o tym, jak konkretnie Twoje reklamy sprzedadzą, nie mam i nie będę udawał, że mam.
Kod piszą agenci AI, a ja odpowiadam za specyfikację, architekturę, przegląd kodu, wdrożenie i działanie na produkcji. Gdy projekt potrzebuje większego zespołu, dołącza CetusPro, software house z Rzeszowa.
Dostępu do danych pilnuje sama baza danych, a nie ukryty przycisk w aplikacji, więc handlowiec technicznie nie odczyta cudzych klientów. Klucze i hasła do usług są poza kodem. Każda zmiana, zanim trafi na produkcję, przechodzi automatyczne sprawdzenia, w tym skan pod kątem wycieku sekretów. Kod i dane zostają po Waszej stronie.
Tak, i zwykle tak to wygląda: zaczynamy od jednego procesu, a kolejne dochodzą etapami. Kod jest w Waszym repozytorium razem z dokumentacją, więc rozbudowę może zrobić też ktoś inny niż ja.
Trzydzieści minut wystarczy, żeby powiedzieć, czy jest tu co automatyzować. Jeśli nie ma, usłyszysz to wprost, zanim powstanie jakakolwiek oferta.
Bez zobowiązań. Bez oferty, zanim zrozumiem proces.
Zobacz, co już zbudowałem →albo napisz na hello@kamiljan.com · LinkedIn