ADMINISTRACJA I DOKUMENTY

Umowa nie powinna zależeć od tego, kto ją dziś przepisywał

Automatyzuję obieg dokumentów w firmie: umowy i faktury składane z danych, które już leżą w CRM albo w arkuszu, akceptacje zapisane w systemie zamiast w wątku mailowym, terminy widoczne w systemie, a nie w czyimś kalendarzu. Najpierw dbam o to, żeby system nie wypuścił złego dokumentu. Szybkość przychodzi przy okazji.

  • Dokument z danych, nie z kopii
  • Akceptacja zapisana w systemie
  • Terminy pilnowane automatycznie
Trzy wersje wzoru kontra jeden szablon i danePo lewej stos trzech kopii tego samego wzoru umowy (v1, v2, v3) ze znakiem zapytania, która jest aktualna, a w wierzchnim dokumencie zieje puste wymagane pole. Po prawej jeden rekord danych i jeden szablon z nazwanymi polami wchodzą do bramki, która przepuszcza tylko komplet, i dopiero z niej wychodzą trzy gotowe dokumenty: DOCX, PDF i faktura.v1v2v3?DATATPLDOCXPDFINV
ZNASZ TO?

Sześć rzeczy, które dzieją się w każdym biurze

Administracja rzadko psuje się spektakularnie. Psuje się po cichu: jedną literówką, jednym przegapionym terminem, jednym dokumentem w złej wersji.

Dane

Pięć wersji tego samego wzoru umowy

Na dysku leżą „umowa_final”, „umowa_final2” i „umowa_nowa”. Nikt nie jest pewien, która ma aktualne warunki, więc każdy bierze tę, którą otwierał ostatnio, a klient dostaje zapisy, które już nie obowiązują.

Efektywność

Dane klienta przepisywane do każdego dokumentu

Nazwa firmy, NIP, adres i kwota już są w CRM i w ofercie. Mimo to ktoś składa umowę, protokół i fakturę, przepisując je pole po polu między oknami. Za każdym razem od nowa.

Procesy

Dokument czeka na podpis, tylko nie wiadomo u kogo

Umowa poszła do akceptacji mailem i utknęła w skrzynce osoby, która jest w delegacji. Dowiadujesz się, gdy klient pyta, dlaczego wciąż jej nie dostał.

Ryzyko

Puste pole, które wygląda jak odpowiedź

Brakujący numer, zła stawka VAT albo pominięta klauzula nie wyglądają na szkic. Wyglądają na gotowy dokument i jako gotowy wychodzą, a wracają jako korekta, odrzucony wniosek albo spór.

Technologia

Własne dokumenty zamknięte w cudzym programie

Umowy, klienci i historia zleceń siedzą w abonamencie, który nie ma eksportu ani dostępnego API. Żeby odzyskać własne dane, ktoś musi je przepisywać z ekranu.

Zespół

Terminy żyją w kalendarzu jednej osoby

Koniec umowy, ważność ubezpieczenia, termin płatności. Przypomnienie istnieje tylko wtedy, gdy ktoś je sobie ustawił, i wyjeżdża razem z nim na urlop.

JAK TO ROBIĘ

Dokument ma wynikać z danych, nie z przepisywania

Przy każdym polu w dokumencie pytam, skąd ono się bierze. Jeśli ta informacja już gdzieś w firmie leży, nikt nie powinien wpisywać jej drugi raz.

  1. Umowa z danych klienta zamiast z kopii wzoru

    Dane klienta i zamówienia trafiają do szablonu z nazwanymi polami, a wychodzi gotowy dokument w Wordzie i w PDF-ie. Tak może powstawać każda umowa czy oferta: osoba w terenie generuje ją sama z telefonu, a brak wymaganego pola zatrzymuje generowanie, zamiast wypuścić dokument z dziurą. Szablon ma swoją historię zmian, więc każda poprawka klauzuli jest widoczna.

  2. Akceptacja zapisana w systemie

    Zgoda nie powinna wynikać z wątku mailowego. Klient klika link w ofercie, a system zmienia status zamówienia i zapisuje godzinę: tak może działać akceptacja wyceny nawet wtedy, gdy zamówienia prowadzone są w arkuszu. Każde zlecenie może mieć swój nazwany etap, a powiadomienia wychodzą ze zmiany etapu, więc stan widać bez przeszukiwania skrzynek.

  3. Wystawiony dokument się nie zmienia

    Podpisana umowa to tekst, który podpisano, a nie to, co wygeneruje dzisiejszy wzór. Każda podpisana umowa przechowuje własną treść, więc zmiana warunków w nowym szablonie nie rusza dokumentów podpisanych wcześniej. Numer faktury jest unikalny i po wystawieniu nie da się go zmienić. Pilnuje tego system, a nie ekran, bo ekran to miejsce, w którym zmęczony człowiek klika dwa razy.

  4. Terminy widoczne, zanim miną

    Data końca ubezpieczenia czy przeglądu to pole w systemie, a nie wpis w czyimś kalendarzu. Panel może pokazywać pojazdy albo umowy, którym termin mija w ciągu 30 dni. Jedno zastrzeżenie warto powiedzieć wprost: jeśli te daty wpisuje się ręcznie, alert jest tak dobry jak ostatnio wpisana data.

  5. Dane należą do firmy, nie do abonamentu

    Gdy firma trzyma klientów, rezerwacje i wzory umów w płatnym programie bez eksportu i bez dostępu do własnych danych, odzyskanie ich wymaga osobnego projektu: wyciągnięcia danych, zbudowania zamiennika i sprawdzenia migracji wiersz po wierszu, nie na oko. Sprawdzanie na oko łatwo gubi pojedyncze wpisy, dlatego liczy się mechaniczne porównanie przed uznaniem migracji za skończoną. Dane powinny leżeć w bazie firmy, a eksport ma być jednym zapytaniem, nie osobnym projektem.

PRZYKŁADY

Co da się tu zautomatyzować

Kilka typowych zastosowań w tym obszarze. Twój proces może wyglądać inaczej, dlatego zaczynam od rozmowy o nim.

  • Dokumenty z szablonu

    Umowy, protokoły i wnioski wypełniane danymi z systemu i zapisywane jako DOCX albo PDF.

  • Odczyt faktur i dokumentów

    AI wyciąga dane z dokumentu, reguły je sprawdzają, a wątpliwe przypadki zatwierdza człowiek.

  • Obieg akceptacji

    Wniosek trafia do osoby, która ma go zatwierdzić, a decyzja zostaje zapisana z datą.

  • Terminy, które nie mijają

    Przypomnienie o płatności, końcu umowy albo przeglądzie przychodzi, zanim termin minie.

  • Porządek w plikach

    Dokumenty nazywane według jednej reguły i odkładane do właściwych folderów automatycznie.

  • Zestawienia dla księgowości

    Co miesiąc przygotowane z danych, które już są w systemie, zamiast przepisywane z maili.

  • Rejestr umów i zleceń

    Wyszukiwarka po kliencie, dacie i statusie zamiast folderu na wspólnym dysku.

  • Formularz zamiast maila

    Zgłoszenie z wymaganymi polami, więc nikt nie musi dopytywać o brakujące dane.

  • Przypomnienia o zaległych płatnościach

    Faktura po terminie dostaje uprzejme przypomnienie, potem kolejne, a Ty widzisz listę zaległości.

  • Podpis elektroniczny

    Dokument idzie do podpisu online, a podpisana wersja wraca do właściwego miejsca w systemie.

WSPÓŁPRACA

Jak wygląda współpraca

Cztery kroki. Pierwszy jest bezpłatny i często wystarcza, żeby wiedzieć, czy w ogóle jest o czym rozmawiać.

  1. 30 minut · bez zobowiązań

    Bezpłatna konsultacja

    Rozmawiamy o jednym procesie: co się w nim dzieje, ile razy w miesiącu i gdzie ucieka czas. Jeśli nie ma tu czego automatyzować, powiem to na tej rozmowie.

  2. Bez zobowiązania do budowy

    Mapa procesu i wycena

    Dostajesz proces opisany z zaznaczonymi miejscami strat, proponowany zakres, widełki kosztu i szacowany czas, razem z listą rzeczy, których nie warto ruszać.

  3. Korzyść po każdym etapie

    Budowa etapami

    Każdy etap kończy się czymś, co da się włączyć do pracy i ocenić w liczbach, zanim ruszy kolejny. Zamiast kwartału ciszy i jednego dużego uruchomienia.

  4. Materiały zostają u Was

    Szkolenie, przekazanie i wsparcie

    Zespół uczy się na Waszych danych, dokumentacja i dostępy zostają po Waszej stronie. Jestem przy pierwszych nietypowych przypadkach, bo te pojawiają się po starcie, nie w dniu uruchomienia.

WĄTPLIWOŚCI

Pytania, które padają najczęściej

Ile to kosztuje?

Zależy od liczby rodzajów dokumentów, systemów, z których biorą dane, i od tego, czy potrzebny jest podpis elektroniczny. Pierwsza rozmowa trwa 30 minut i jest bezpłatna. Widełki dostajesz po obejrzeniu jednego konkretnego obiegu, nie wcześniej.

Czy musimy zmieniać CRM albo program księgowy?

Zwykle nie. Jeśli narzędzie udostępnia choćby eksport danych, dokumenty mogą brać dane stamtąd. Czasem najlepszym systemem jest arkusz, w którym ktoś już pracuje: przy kilkudziesięciu zamówieniach i jednej osobie obsługującej kanał sprzedaży arkusz Google bez dodatkowej infrastruktury radzi sobie z wycenami, akceptacjami, fakturami VAT i SMS-ami.

Czy podpis elektroniczny i archiwum będą zgodne z przepisami?

Podpisu elektronicznego nie buduję sam, tylko podłączam wyspecjalizowanego dostawcę, bo w tej dziedzinie taka firma jest dalej niż ja. Które dokumenty wymagają podpisu kwalifikowanego i jak długo je przechowywać, ustalamy z Twoim prawnikiem albo księgową. Nie jestem prawnikiem i nie udaję, że nim jestem. Moja część to system, który te ustalenia wymusza: unikalna numeracja, brak edycji po wystawieniu, dostęp tylko dla uprawnionych.

Kto będzie widział dane z dokumentów?

Tylko ci, którzy powinni, i pilnuje tego system, a nie ukryty przycisk. Różne role, na przykład handlowiec, audytor i administrator, mogą pracować na tych samych danych, a mimo to każdy widzi tylko swoją część. Brakująca reguła oznacza brak dostępu, a nie pełny dostęp. Uprawnienia sprawdzam na działającym systemie, nie tylko w dokumentacji, która go opisuje.

Kto to buduje i co, jeśli projekt jest większy?

Kod piszą agenty AI, a ja odpowiadam za wszystko dookoła: specyfikację, architekturę, review, wdrożenie i działanie na produkcji. Większe wdrożenia realizuję z rzeszowskim software house'em CetusPro: ich developerzy dołączają, gdy projekt wymaga większego zespołu.

Czy to jest bezpieczne?

Dostępu do danych pilnuje sama baza danych, a nie ukryty przycisk w aplikacji, więc handlowiec technicznie nie odczyta cudzych klientów. Klucze i hasła do usług są poza kodem. Każda zmiana, zanim trafi na produkcję, przechodzi automatyczne sprawdzenia, w tym skan pod kątem wycieku sekretów. Kod i dane zostają po Waszej stronie.

Czy system da się później rozbudować?

Tak, i zwykle tak to wygląda: zaczynamy od jednego procesu, a kolejne dochodzą etapami. Kod jest w Waszym repozytorium razem z dokumentacją, więc rozbudowę może zrobić też ktoś inny niż ja.

Zacznijmy od jednego procesu

Trzydzieści minut wystarczy, żeby powiedzieć, czy jest tu co automatyzować. Jeśli nie ma, usłyszysz to wprost, zanim powstanie jakakolwiek oferta.

Bez zobowiązań. Bez oferty, zanim zrozumiem proces.

Zobacz, co już zbudowałem →

Administratorem danych jest Kamil Jan Włodarczyk. Dane z formularza służą tylko do odpowiedzi na zgłoszenie. Polityka prywatności

albo napisz na hello@kamiljan.com · LinkedIn