Masz je, ale model ich nie widzi
Pytanie idzie do modelu, który nie zna Twoich cen, Twoich klientów ani tego, ile ta robota trwa u Ciebie. Odpowiedź brzmi sensownie i właśnie dlatego jest niebezpieczna.
Model, który zgaduje, jest groźniejszy niż brak modelu, bo brzmi wiarygodnie. Buduję rozwiązania, w których AI pracuje na Twoich liczbach i Twoich regułach, a tam, gdzie odpowiedź musi być zawsze identyczna, w ogóle nie pyta modelu.
Prawie nigdy nie chodzi o model. Prawie zawsze o to, że nie wpięto go w proces, który ludzie faktycznie wykonują.
Pytanie idzie do modelu, który nie zna Twoich cen, Twoich klientów ani tego, ile ta robota trwa u Ciebie. Odpowiedź brzmi sensownie i właśnie dlatego jest niebezpieczna.
Test wypadł świetnie, zespół był na szkoleniu, pół roku później nikt tego nie używa. Demo nie musi znosić nietypowego przypadku, codzienna praca musi.
Ktoś kopiuje dane do okna czatu i przepisuje odpowiedź z powrotem. To dodatkowy ręczny etap z lepszą nazwą, nie automatyzacja.
Przy wycenie, umowie albo rozliczeniu pomyłka kosztuje realne pieniądze i rodzi odpowiedzialność. Potrzebna jest granica, za którą model nie sięga.
Każde pytanie idzie do modelu, także to, na które odpowiedź od lat leży w tabeli. Płacisz za wyszukiwanie, które baza zrobiłaby szybciej i za darmo.
Brakuje sposobu sprawdzenia, jak często odpowiedź była trafna. Bez tego „mamy AI” jest deklaracją, a nie wynikiem.
Zaczynam od pytania, na które firma musi umieć odpowiedzieć. Potem sprawdzam, czy do tego w ogóle potrzebny jest model.
Wycena bierze się z Twojej własnej historii zleceń, nie z internetowych średnich. Model nie zgaduje, ile trwa dana czynność. Sprawdza, ile trwała u Ciebie ostatnim razem.
Jeśli pytanie ma jedną poprawną odpowiedź zapisaną w tabeli, wyszukiwarka odpowiada z bazy: natychmiast, zawsze tak samo i bez kosztu modelu. Model jest drogi i zmienny, więc trafia tylko tam, gdzie naprawdę wnosi wartość.
Asystent na tej stronie nie potrafi wymyślić kwalifikacji, których nie mam, bo sięga wyłącznie po fakty zapisane wcześniej. Ta sama zasada chroni Twoje ceny i warunki przed kreatywnością modelu.
Klucze i hasła leżą w osobnym, szyfrowanym sejfie i trafiają prosto do docelowego systemu. Nie pojawiają się w czacie, w kodzie ani w logach, a automatyczna kontrola pilnuje, żeby tak zostało.
Korzystam z modeli przez API. Nie trenuję ich ani nie dostrajam. Formalnego zestawu testów jakości modelu jeszcze nie mam i mówię to od razu, bo dowiedzenie się o tym później kosztowałoby Cię więcej.
Cztery kroki. Pierwszy jest bezpłatny i często wystarcza, żeby wiedzieć, czy w ogóle jest o czym rozmawiać.
Rozmawiamy o jednym procesie: co się w nim dzieje, ile razy w miesiącu i gdzie ucieka czas. Jeśli nie ma tu czego automatyzować, powiem to na tej rozmowie.
Dostajesz proces opisany z zaznaczonymi miejscami strat, proponowany zakres, widełki kosztu i szacowany czas, razem z listą rzeczy, których nie warto ruszać.
Każdy etap kończy się czymś, co da się włączyć do pracy i ocenić w liczbach, zanim ruszy kolejny. Zamiast kwartału ciszy i jednego dużego uruchomienia.
Zespół uczy się na Waszych danych, dokumentacja i dostępy zostają po Waszej stronie. Jestem przy pierwszych nietypowych przypadkach, bo te pojawiają się po starcie, nie w dniu uruchomienia.
Samo wpięcie modelu w istniejący proces jest zwykle najtańszą częścią. Koszt robi to, co wokół: dostęp do danych, obsługa wyjątków i sprawdzenie, czy odpowiedzi są trafne. Widełki dostajesz po obejrzeniu konkretnego procesu.
ChatGPT nie zna Twoich cen, historii zleceń ani reguł. Wdrożenie w procesie oznacza, że model pracuje na Twoich danych, ma zapisane granice i nie jest pytany tam, gdzie odpowiedź wynika z tabeli.
W firmach, z którymi pracowałem, oznaczało przesunięcie ludzi z przepisywania danych na robotę, której nikt nie miał czasu robić. Jeśli celem jest redukcja etatów, powiem wprost, że to nie jest projekt, w którym będę pomocny.
Ustalamy przed startem, co znaczy trafna odpowiedź w Twoim procesie, i sprawdzamy to na realnych przypadkach. Nie mam jeszcze formalnego zestawu testów jakości modelu: to jest luka, o której mówię otwarcie.
Dostępu do danych pilnuje sama baza danych, a nie ukryty przycisk w aplikacji, więc handlowiec technicznie nie odczyta cudzych klientów. Klucze i hasła do usług są poza kodem. Każda zmiana, zanim trafi na produkcję, przechodzi automatyczne sprawdzenia, w tym skan pod kątem wycieku sekretów. Kod i dane zostają po Waszej stronie.
Tak, i zwykle tak to wygląda: zaczynamy od jednego procesu, a kolejne dochodzą etapami. Kod jest w Waszym repozytorium razem z dokumentacją, więc rozbudowę może zrobić też ktoś inny niż ja.
Trzydzieści minut wystarczy, żeby powiedzieć, czy jest tu co automatyzować. Jeśli nie ma, usłyszysz to wprost, zanim powstanie jakakolwiek oferta.
Bez zobowiązań. Bez oferty, zanim zrozumiem proces.
Zobacz, co już zbudowałem →albo napisz na hello@kamiljan.com · LinkedIn